poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Rozdział 24

    Nazajutrz, kiedy wstałam, na stole stało skromne śniadanie przygotowane przez Ahsokę. Jako niewolnica, musiała iść sama na stragan i zakupić potrzebne składniki. Podziwiałam ją, bo prosty posiłek z pieczywa i masy dobrze smakował. Ja natomiast nie potrafiłam nic. Nie wnikałam czy improwizowała czy nauka gotowania wchodziła w jej kursy przetrwania, ale naprawdę mi posmakowało.
     Za sprzątanie wzięłam się ja z bratem. Nikt nie protestował, bo musimy się dzielić obowiązkami. Najwyżej w najbliższym czasie, to Obi-Wan zajmie się tą fuchą, bo najwyraźniej do Ahsoki będą należeć zakupy.
      - Dobrze. My z Ahsoką zaraz się zbieramy. Będę się z wami kontaktować ja. Póki nie wpadniecie w kłopoty, nie próbujcie nawiązywać kontaktu, jasne? - nakazał Kenobi, kiedy całą czwórką siedzieliśmy przy stole. Zgodziliśmy się. - Ufam wam. Jeżeli chcecie udać się do Mos Espy, wasza sprawa. Ale róbcie wszystko by was nie złapano, podejmujcie rozważnie decyzje. Skupcie się przede wszystkim na misji. Od tej pory, kontakt co cztery godziny. Z opóźnieniem do pół. Jeżeli się z wami nie skontaktuje, to znaczy, że nie mogę. Jeżeli wy nie dacie rady odebrać, do pół godziny macie czas oddzwonić albo chociaż nadać krótki sygnał, że jest dobrze.
     - Ustalone - stwierdziła Ahsoka, wstała od stołu i udała się do pokoju przebrać się w bardziej skromne szaty niewolnicy.
      - Nie ujawniajcie się, jeśli nie musicie - powtórzył mistrz.   
      - Sądzisz, że rozsądnie było zaufać temu szmuglerowi? - upewniłam się.
      - Jeżeli nie, to za to zapłacimy największą cenę - odpowiedział Obi-Wan.
      Spojrzałam na siebie z bratem.
     - Możemy iść - oświadczyła Ahsoka parę chwil później przerywając ciszę. - Niech Moc będzie z tobą - życzyła mi kładąc swoje zimne dłonie na me ramiona.
     - Nie zawiodę cię - obiecałam. - A na pewno spróbuję cię nie zawieść - sprostowałam.
     - Niewątpliwie. Wierzę w ciebie i twoje umiejętności - powiedziała Tano.
     - To głównie zasługa twoich nauk - odpowiedziała z uśmiechem. Ona również ułożyła swe usta w lekką podkówkę i minęła mnie kierując się w stronę R2. Oddała mu swoje miecze świetlne.
    Obi-Wan zasalutował nam i wyszedł wraz z droidem i przyjaciółką.
    - No, 3PO, zostajemy pod twoją opieką. Musisz się wykazać - zwrócił się do protokolata Luke. Powiedział to celowo by zestresować naszego mechanicznego przyjaciela.
     - Ojej - jęknął droid.
   - Spokojnie. Poradzimy sobie w trójkę. Pora wypożyczyć jakiegoś złomka, panie pilot - postanowiłam zwracając się do brata.

     Nikt nie liczył na nie wiadomo jak wysokiej klasy śmigacz, które można spotkać na Coruscant, ale nie sądziłam, że może być aż tak źle. Luke, znający się lepiej na statkach, wybrał najszybszego i zapłacił za wynajem na parę dni. Sprzedawca nie zainteresował się naszym młodym wiekiem. Albo nie wyglądaliśmy na piętnastolatków, albo tu się liczył po prostu zysk. Raczej to drugie.
    Wraz w 3PO wpakowaliśmy się na siedzenia pasażerów. Sprawdziłam na datapadzie trasę i wskazałam kierunek Luke'owi. Trasa minęła we względnej ciszy. Bardziej skupiliśmy się na wsłuchaniu w Moc. Mój brat zdał się na nią w kwestii pilotażu, tak jak robił to nasz ojciec. Prócz talentu, jak wielu innych Jedi, wspomagała nas Moc. Ja nastawiłam zmysły na sondowaniu potencjalnych kłopotów.
     Kiedy dotarliśmy na miejsce, zostawiliśmy śmigacz pod opieką jakiegoś droida. Wręczyliśmy mu trochę większą kwotę niż trzeba, ale niech jego pan się cieszy.
    - A tak serio, jak sądzisz? Co tu znajdziesz? - zapytałam niepewnie brata.
   - To stolica Tatooine. Może da się tu więcej znaleźć niż w Mos Eisley. Rozejrzyjmy się. Wytęż słuch. Może coś znajdziemy - polecił mi.
     Kroczyliśmy w niewiadomym kierunku, jakimikolwiek uliczkami. 3PO, nadal milcząc, szedł przy nas. Raz po raz spoglądałam na różne stragany. Nic nie wydawało mi się przyciągające.
     - I jak sobie radzisz? - zagadnęłam po godzinie.
     - Na razie jedynie co czuje, to gorąco na całym ciele - przyznał Luke.
    - Może coś zjedzmy? Jakiś owoc? Muszą mieć w sprzedaży wodę. Tam jest jakiś stragan z jedzeniem - wskazałam głową.
    Wszystkie stoiska, które wcześniej mijałam, nie oferowały nic przyzwoitego. A na tym, przy którym stała kobieta w średnim wieku, był o wiele większy wybór.
     - Co ci podać? - zapytała sprzedawczyni.
     Uśmiechnęłam się do niej szeroko.
     - Wodę i cokolwiek. Zdam się na pani wybór. Wszystko wygląda dobrze - odparłam.
   - O rety! To mistrz Anakin! - krzyknął 3PO. Spojrzałam na droida stojącego opodal, przy mężczyźnie. Oboje wpatrywali się w holonagranie
_________________________________
Tak, wiem XD Nie pytajcie.

NMBZW!

niedziela, 19 kwietnia 2020

Rozdział 23

      - Trzeba się wkupić w łaski Jabby. Ty nas tam zaprowadzisz - postanowił Obi-Wan zwracając się do Hana.
      - Musisz udawać handlarza niewolników. Musisz mu zaoferować swoją togrutankę - poradził.
      - Nie powinien cię poznać - stwierdził Kenobi.
    - Żartujesz?! - Nie dałam rady. Tego było za wiele! Chcieli moją mistrzynię sprzedać u Hutta niczym mojego ojciec. To jakieś kpiny! - Nigdzie nie idzie!
     - Wolisz iść za mnie? - zapytała zirytowana Ahsoka. - Ty masz inne zadanie do wykonania, jasne? Nie będziesz się wydzierać i stawiać oporu. Wszyscy wykonujemy polecenia. Dla Republiki.
      - Leia ma rację, to obłęd! - przyznał Luke.
      - Słuchaj, dziewczynko... - wtrącił Solo.
     - Milcz! - rozkazałam mu zaciskając dłoń w pięść. Wookiee odruchowo przygotował się do obrony kompana. No cóż, definitywnie ma u niego dług za uratowanie życia, a ja nie chcę skończyć bez ręki.
      - Wiem o co wam chodzi. Spokojnie, nic się nie stanie - obiecała Ahsoka łagodnym głosem.
      - A mimo to nadal robisz swoje. Gdybyśmy my poszli swoimi ścieżkami...
      - Tak. I dokładnie jesteśmy świadomi czemu - przyznała Tano.
      - No ja nie - poskarżył się przemytnik.
      - Czy za milczenie też trzeba ci płacić? - Nie potrafię już utrzymać nerwów na wodzy w stosunku do niego. Będę mieć problemy, bo niepanowanie nad swoimi uczuciami daleko mnie, jako Jedi, nie zaprowadzi.
      - Jeżeli to propozycja, to ją przyjmę - zapewnił.
     Wydaje mi się, że Moc postawiła go na mej drodze na moją zgubę. Jeżeli ten człowiek dalej będzie się ze mną droczył, to skończy bez głowy dzięki niebieskiej klindze mojego miecza świetlnego.
    - Nie rozumiem czemu tu w ogóle jesteś i z jakiej racji przysłuchujesz się rodzinnej kłótni - stwierdziłam.
     - Rodzinnej? Żadne z was nie jest do siebie podobna. Rozumiem, że macie jakieś swoje ideologie Jedi...
     - To nie kwestia naszych racji - przerwałam mu. - Nie zrozumiesz, więc się nie dowiesz. A dla twojej informacji, akurat ja i Luke jesteśmy prawdziwym rodzeństwem.
     - Nie interesuje mnie, czy to co was łączy jest prawdziwe, czy nie. Przyszedłem tu dla pieniędzy - powtórzył się Solo.
    - To się przymknij i wykonuj dobrze polecenia, to dostaniesz swoje kredyty - zapewniłam.
   - Stop! - nakazała Ahsoka. - Nie mamy wiele czasu, a nie zamierzam go marnować na wysłuchiwanie bezsensownych kłótni. Przestań ją prowokować, jasne? - zwróciła się do naszego wspólnika. - Ty i Luke najpierw się rozejrzycie i będziecie czekać na rozkazy. Musicie robić wszystko, żeby zyskać sympatię. Nie możecie niczym zdradzić swojego wieku. Jasne? - upewniła się.
      - Tak - zgodziliśmy się równocześnie.
     - Mam pewien plan - zaoferował Luke. - A gdyby tak udać się do Mos Espy? Nie jest o wiele lepsza niż Mos Eisley, ale spokojniejsza. I uzyskamy tam jakąś pomoc.
      - I nie tylko co? - domyślił się Obi-Wan.
     - Jeżeli Moc zechce byśmy uzyskali jakieś informacje to raczej musimy się na nią zdać. No i skorzystamy - odparł wesoło Luke.
     Obi-Wan mu ufał. Nawet bardziej niż swojemu byłemu padawanowi. Ojciec wstąpił do Zakonu bardzo późno - zdążył stać się samodzielny, a jedyna osoba, której kiedykolwiek dobrowolnie słuchał, to nasza babka. Dlatego wielokrotnie sam podejmował decyzje i kroczył własną ścieżką nie wypełniając rozkazów Obi-Wana. Natomiast mój brat jest jego padawanem od początku. Nie dość, że od trzeciego roku życia jest nauczany służyć każdemu mistrzowi z własnej, nieprzymuszonej przez obowiązek woli, to jeszcze te nauki przekazywał mu własny mentor. Mój brat był bardzo poukładany, podobny do Kenobiego, wzorowy Jedi. Ja korzystam z nauk taty, które przekazuje mi Ahsoka. Tano dostała to, czego Anakin nigdy - ogromnej swobody podpartej zaufaniem.
      - Sprytnie - skomentowałam.
      - Wiem - przyznał dumny z siebie braciszek.
      - A czym chcesz tam polecieć? - zaciekawiłam się. - Mamy kredyty na wypożyczenie śmigacza?
      - No cóż, parę kredytek z prywatnego konta chyba załatwią sprawę - stwierdził.
      - Wybrałeś pieniądze i nic mi nie powiedziałeś? - zdziwiłam się.
      - Wręcz przeciwnie. Nie wpłaciłem reszty - odpowiedział ze spokojem.
      - I tak powinieneś to ze mną skonsultować, wiesz o tym.
      - Zamierzałem - przyrzekł.
      - Kiedy?
      - Trochę później - mruknął.
     To tyle jeśli chodzi o używanie pieniędzy mamy. Ja wiedziałam, że bez względu na  to, jak dobre mamy relacje, korzystanie z tego konta namiesza. Nie powinnam się tak martwić, bo nam nie braknie. Nawet go nie używamy tak często, wręcz raz na dwa lata. I teraz wydaliśmy najwięcej. Ufam bratu, ale się boję, że w najgorszym momencie skończymy z niczym.
__________________________________
Nie jest lekko, bo projekt z geografii pochłonął większość czasu w ostatnim tygodniu i utwierdził mnie w przekonaniu, że nienawidzę robić prezentacji.
Wszystko powoli wraca do normy.

NMBZW!

niedziela, 12 kwietnia 2020

Rozdział 22

     Ahsoka miała rację.
     Aż wstyd, że taki zwykły przemytnik może mi aż tak działać na nerwy. Za kogo on się uważa?! Bo jak szmugluje przyprawę, to jest cwany? Bo jak mamy z Luke'm tylko po piętnaście lat, to jesteśmy jacyś gorsi?! Człowieku, ty chyba nie wiesz co Jedi przeszli i nadal przechodzą! Jeszcze pewnie stwierdzi, że sami się prosiliśmy o te wojny, po co w nie wchodzimy, skoro mamy bronić pokoju?!
     Jedi postanowili służyć Republice, żyć w zgodzie, utrzymywać harmonię, wykonywać zadania, które dla innych mogą skończyć się śmiercią, bo mają za mało midihlorianów żeby używać Mocy, która jest w każdym z nas. A jako obrońcy Republiki musimy jej... no nie wiem... bronić? Musimy przywrócić pokój, który został zachwiany przez konflikt na skalę galaktyki. Przypominam, że Zygerrianie wytoczyli wojnę nam - Jedi. Mieliśmy siedzieć z założonymi rękoma i pozwalać na zniewalanie planet? Na kradzież dzieci wrażliwych na Moc? Jak mamy bronić naszych idei, skoro rzucają nam kłody pod nogi?
     Wojny klonów miały za zadanie wyniszczyć Zakon poprzez ofiary wojenne, opinię publiczną i namieszanie w Mocy. Dzięki, Sidious! Tego nam było trzeba! Jesteś wyśmienitym antagonistą, naprawdę.
      Z medytacji, dzięki której przestałam myśleć o wszystkim na raz i skończyłam z ironią choć na chwilę, wyrwał mnie Obi-Wan.
      - Musimy trochę poczekać - oświadczył.
      - Cały czas czekamy - zauważyłam.
     - Nasz kolega lubi bardzo brudną robotę. Wciśnie nas w pewne towarzystwo, ale najpierw musi pozamykać swoje sprawy - wytłumaczył Obi-Wan.
      - A ile kosztuje czekanie na niego? - zadrwiłam.
    - Czekanie wlicza się w jego ogólną cenę, którą Ahsoka znacznie zniżyła - odpowiedział zadowolony Luke.
      - Powinnaś sama zostać negocjatorem - zaproponowałam mistrzyni.
    - Anakin zawsze twierdził, że on jest od wykonywania brudnej roboty, więc mam się nie spodziewać, że nauczy mnie polityki i negocjacji, w którą sam się nie mieszał. Próbowałam nauczyć się od waszej mamy, ale niewiele to dało. Nadal niewiele rozumiałam, przez co coraz częściej przyznawałam Anakinowi rację i sobie odpuściłam. Posiadam podstawowe umiejętności no i ciebie. To mi wystarczy - stwierdziła Tano.
      - A wcześniej mieliście mnie - dokończył Kenobi.
    - Znacznie wydłużałeś nasz czas na wykonywanie zadań. Szkoda, że często kończyłeś pokiereszowany. Ale to szczegół, prawda? - zażartowała togrutanka.
      Zapadła cisza i tak trwaliśmy dość spory czas.
      Luke zaczytał się w jakiś dokumentach, które posiadał na swoim datapadzie.
      Ja siedziałam i... rozmyślałam. Jak zwykle.
      Co innego miałam robić?
      Czasem myślę - kto by pomyślał?! - że mnie to do grobu wpędzi. Nakręcam się pesymistycznymi faktami, bo cały czas mam wrażenie, że nie mam swojego celu w życiu. Czy go odnajdę?
     Zaświergotał komlink.
     - Dziadku - odezwał się pełen arogancji głos. - Jestem do twojej dyspozycji. Gdzie się stawić?
     - Przyjdź na lądowisko numer trzy. Czy znalazłeś nam jakieś lokum? - zapytał Obi-Wan.
    - Niezbyt dobre, ale nie określiłeś ceny. Jeżeli nie chcesz się wyróżniać z tłumu i paniom nie zależy na wygodach, to powinno wam wystarczyć - zakpił przemytnik.
     Czy mogę mu zrobić krzywdę? Tato, jak wielkie były twoje kary za występki?
     - Poradzimy sobie. Czekamy na ciebie.

     No, apartamentu mamy to to nie przypominało, ale czego mogłam się spodziewać? Domek, jak wszystkie na Tatooine, z gliny. Ponoć nie mieszkamy w dzielnicy niewolników, więc to pocieszające. Nie mogłabym znieść widoku tych biednych istot - przypominały mi o tacie i miałabym straszne wyobrażenia na temat jego życia. Ponadto, dobijałby mnie fakt, że walczymy o uwolnienie, ale nie wszystkich. Tylko tych, których posiedli Zygerrianie podczas odwetu, ponieważ nie jesteśmy zdolni wyplewić całego zjawiska niewolnictwa - nie jesteśmy cudotwórcami.
     - To chyba nasz pokój - powiedziała Ahsoka wchodząc z naszymi walizkami, które według wersji, są moje. Jedna tak naprawdę była jej. To smutne, że musi taszczyć moje rzeczy. Dobrze, że Luke wziął swoje i Obi-Wana, bo wtedy bym wybuchła.
     - Cóż za luksusy! - zażartowałam.
    - Jak ja się w nich odnajdę po spędzeniu całego życia w Świątyni i kajutach krążowników - podłapała Soka.
     - Pewnie musi to być dla ciebie ciężkie. A tak serio: kto będzie sporządzać posiłki? - zapytałam.
     Ahsoka była wyraźnie zmieszana. W Mocy wyczuwałam aurę konsternacji co oznaczało, że Luke i Obi-Wan usłyszeli moją wypowiedzieć.
      Han Solo zaśmiał się, stojąc w małym... saloniku? Z którego wychodziły drzwi do dwóch sypialń.
      - No cóż, Jedi mają podawane wszystko na tacy. Musicie sobie radzić.
      - Albo zatrudnimy ciebie, może nauczysz się pokory - odparł Luke.
      - Na pewno wspólnymi siłami coś zdołamy wykombinować - zapewnił Obi-Wan.
      - Raczej wasza "niewolnica" - stwierdził łowca nagród gestykulując dłońmi w celu podkreślenia cudzysłowu. - Młoda raczej się nie nadaje. Ona w ogóle coś mówi?
      Punkt za spostrzegawczość. Zazwyczaj nie mam oporu w rozmowie z obcymi, ale w tym wypadku mam dwie możliwości: albo niepohamowane dogryzanie, albo siedzenie cicho. Dwójka mentorów woli raczej to drugie, więc szanuję i milczę.
      - Gdybym chciała, to bym cię gadaniem zabiła. - Nie mówiłam, że zawsze mi się udaje.
      - Nie wolno ci. Jesteś Jedi, a Jedi nie zabijają - zauważył dumny z siebie, że zna takie informacje. Nie popisał się, zna błędne pogłoski.
     - Nie wolno mi cię zabić jeśli jesteś bezbronny lub mnie nie atakujesz, a tak się składa, że nie spełniasz obu warunków, więc mogę zrobić to bez wahania - ostrzegłam.
      - Ale wszyscy wiemy, że Jedi nie szukają zwady, więc tego nie zrobisz - ciągnął Solo.
      - Nie, bo jest grzecznym, posłusznym i opanowanym padawanem - potwierdził Kenobi.
      Nie bądź tego tego taki pewien.
________________________________________
Jak każde święta, te powinny być wyjątkowe... no, ale nie tak.
Mimo wszystko, życzę Wam spokojnych i zdrowych <3

NMBZW!

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Rozdział 21

      Dobra, to jest dziwne i chore.
     Widzę tę dwójkę pierwszy raz w życiu, Obi-Wan i Luke też, a moja mistrzyni zdaje się znać wookieego i prawdopodobnie rozumie jego mowę.
       CO POSZŁO NIE TAK?!
       - Znacie się? - zdziwił się Obi-Wan. Trafne pytanie, staruszku.
     - Bitwa o Felucię, miałam piętnaście lat. Trafili mnie Trandoshanie i porwali na księżyc Wasskah. Parę dni później trafił tam Chewbacca. Nadał sygnał do swoich pobratymców na Kashyyyk i wydostali nas stamtąd  - opowiedziała Tano. - Nie poznałam cię od razu, dopiero jak cię wybadałam. Jako Jedi potrafimy tak zidentyfikować osoby. Każdy w galaktyce ma swoją aurę, która w Mocy może się utwierdzić, dzięki czemu działa jako wspomnienie. Jeżeli nie możemy kogoś poznać wizualnie, możemy dzięki Mocy - wyjaśniła zdziwionemu Hanowi.
     - Nie opowiadałeś mi, że Trandoshanie cię porwali - zwrócił się do Wookieego. Ten w odpowiedzi wydał przerywane w różnym momentach, niezrozumiałe dla mnie, wycie, ale ani jego towarzysz, ani moja mentorka nie raczyła przetłumaczyć.
     - Wiem, że mam wobec ciebie dług, Chewbacco, ale proszę cię po raz kolejny o pomoc. Tym razem spłacę oba - obiecała.
      - I nie w pieniądzach - uprzedziłam Hana. - Dla Wookieech dług to nie kwestia pieniędzy.
      - Ale dla mnie już tak - odpowiedział Solo.
      - Dostaniesz szatę mojego brata, jesteśmy kwita - postanowiłam.
      - Albo jedną z sukni mojej siostry - zaproponował Luke w swojej obronie.
      - Dogadamy się - obiecałam ze śmiechem.
      - Nie mam ochoty na żarty. Pieniądze i macie informacje - zawyrokował Han.
   - Więc słuchamy - odezwał się Obi-Wan tonem oznaczającym zatwierdzenie pomysłu.
      - Zygerria planuje budować jakąś broń. Jej części już dawno zostały gdzieś tu ukryte i czekają na złożenie. Trzymali ją na czarną godzinę, w razie gdyby zaczęli z wami przegrywać - zaczął.
     - Tyle to wiemy. Konkrety - wymusił Luke.
     - Huttowie mają coś z tym wspólnego. Zwłaszcza Jabba - kontynuował Solo.
     - W sensie? - zdziwiła się Ahsoka.
     - Znaleźli coś, ukradli. Zygerrianie się wściekli. Ma to coś wspólnego z tym, co jest ukryte tutaj. Jabba obstawił się tym, co najlepsze. Wie co nieco. Zygerria szykuje atak na Tatooine by to odzyskać. Problem w tym, że to, co ma Jabba jest niezwykle ważne. Bez tego ich broń albo będzie bezużyteczna albo jej budowa potrwa tak długo, że zdołacie do tej pory wygrać wojnę.
      - Skąd to wiesz? - zapytał Obi-Wan.
    - Szmuglowanie przyprawy sprawia, że wpada się w różne potrzaski i można usłyszeć parę informacji. Znanie niektórych z nich jest jak wymierzenie sobie kary śmierci - przyznał Solo.
      - Na przykład ta - zauważyłam.
      - Nie, znam gorsze. Nie żyję w tym świecie co wy, wasza wojna mnie nie interesuje. Wisi mi, póki mam zysk, nie przeszkadza mi. - Mówił to tak, jakby opowiadał co zjadł na obiad.
    - Ta wojna, która ci wisi, może zabrać ci osoby, dzięki którym masz pracę i zyski - stwierdziła Ahsoka.
     - Co powiecie na dodatkową pracę? Za kredyty - zaproponował Obi-Wan.
     - Na rzecz Republiki? - domyślił się.
    - Dokładnie. Pomożesz nam w dojściu do pewnych informacji. Wycenisz się, potargujesz z Radą Jedi i dostaniesz zapłatę.
     - Żartujesz sobie - skarcił Luke swojego mistrza.
     - Jestem w stu procentach poważny - zapewnił ucznia.
     - To się nazywa interes, młody. Czyżbyś czuł się wygryziony? - zapytał wyzywająco.
     - Przez przemytnika bez jasnego celu w życiu? - wykłócał się Luke.
     - Biorę tę robotę. Chętnie pogram ci na nerwach, dzieciaku.
     - Jesteś hipokrytą - oceniłam go.
     - Że co proszę? - zirytował się
     - Nie robisz tego tylko dla pieniędzy. Dzięki swojemu wspólnikowi, kierujesz się sercem. Bierzesz pod uwagę jego chęć pomocy Ahsoce. Jesteś świadom, że twoja neutralność właśnie idzie w cień. I nie przeszkadza ci to - wytłumaczyłam. - I chcesz zobaczyć, czy twoje szybkie ocenianie było trafne.
      - My dwie wrócimy na statek - postanowiła Ahsoka.
     Wstałam, wyminęłam ją, żeby szła za mną. Może przed naszym nowym wspólnikiem ujawniliśmy prawdę, ale nie przed resztą. Ahsoka mówiła na tyle cicho i dyskretnie, że niewielu mogło się połapać, że faktycznie ma jakieś zdanie. Ponadto, nawet gdyby ktoś to widział, jej gra sprawnie dała obraz targowania się o niewolnika. Wyglądała jakby mówiła o tym, co ma do zaoferowania. w przypadku Hana Solo, mam nadzieję, że jest to niezłe manto.
      Gdy wyszłyśmy z kantyny nie poczułam większej różnicy niż ta, że na zewnątrz było trochę świeższe powietrze i mniej osób mnie otaczało. Nadal panował skwar, który nie ustąpi aż do wieczora. Natomiast duchota panuje tu wszędzie.
      - Jak ojciec wytrzymał tu tyle lat? - zastanawiałam się. Nie mówiłam tego szeptem, ale nie na tyle głośno by usłyszał mnie kto inny niż Ahsoka, która trwała przy mnie parę w niewielkiej odległości.
      - Tak samo jak inni na innych planetach - stwierdziła beznamiętnie.
      - Ale nie wszędzie jest tak okrutnie. Na przykład na Naboo - przypomniałam.
      - To prawda - przyznała Ahsoka.
      - Przebierzesz się we własny uniform? Czy nadal będziesz grać niewolnicę?
     - Poczekamy na decyzje Obi-Wana. Na razie musimy pomedytować. Ty musisz się trochę uspokoić i obie musimy poszukać paru odpowiedzi w Mocy.
___________________________________________
Na czas tego cyrku rozdziały będą raczej w poniedziałki, bo w niedzielę mam lenia, jak nie powiem co.
Zdrówka, misie pysie

NMBZW!

poniedziałek, 30 marca 2020

Rozdział 20

      - Nie mierz ludzi swoją miarą, młoda - zaśmiała się cicho Ahsoka. Uważam tę ironię jako zemstę za wszystkie przytyki, które usłyszała od Anakina. Dzięki, tato. Nie pomagasz.
      - Chodźmy - zadecydował wesoło Obi-Wan.
    Z jednej strony chciałabym, aby coś mu zmyło z ust ten durny uśmieszek, ale sama ta chęć już zapeszyła, bo pewnie spotka nas coś trudnego do pokonania, jakaś beznadziejna misja, pułapka albo któremuś z nas ów wookie wyrwie ramię. Już nie mogę się doczekać.  
      - Han Solo? - zagadnął Mistrz Jedi.
      - W czym mogę pomóc? - zaoferował mężczyzna pochylając się do przodu nad stołem, na którym położył własne dłonie dyplomatycznie splątane w palcach.
     No dobra, może nie był aż takim chłystkiem. Nie liczył sobie mniej niż dwadzieścia coś lat, ale nie wyżej niż trzydzieści. Tak coś pomiędzy. Biła od niego arogancja i zbyt duża pewność siebie spowodowana sprytem, którym się zresztą chełpił. Cóż za pozbawiony skromności człowiek.
      Zmierzył nas wszystkich wzrokiem od góry do dołu. Na Ahsoce zawiesił się na krótką chwilę co nie uszło mej uwadze. A gdyby tak przyjąć wyzwanie mojej kochanej mentorki i zrobić jej na złość i powiedzieć Luksowi o wszystkich takich przypadkach. Niby nic ich nie łączy...
      To jest w ogóle śmieszne.
     O ile gdy mieli te dwadzieścia lat, to miało to jeszcze jakiś sens, ale teraz? Błagam, macie po trzydzieści dwa lata, co prawda nie widać tego ani po wyglądzie, ani po zachowaniu, ale jednak zobowiązuje to do pewnej dojrzałości. U nich ta cecha się zatrzymuje tylko w momencie pełnienia służby, bo wobec siebie to jest już jakiś żart. Lux Bonteri... biorąc pod uwagę to, co mówiła mi Ahsoka - w sensie powtarzała mi słowa mojej matki - to moja kochana rodzicielka, gdyby nie mój tata, to nie wiadomo kiedy by się ustatkowała. Co prawda związek z Jedi nie jest tradycyjnym ustatkowaniem, zwłaszcza gdy trwa wojna, ale nalegająca rodzina nie sprecyzowała, tak więc szach mat. Strzelam, że gdyby wraz z Anakinem się nie odważyli na wyznanie swoich uczuć i ślub, to skończyli by właśnie jak Ahsoka i Bonteri.
      Pewnie padnie pytanie "Ale na co przytaczam historię moich rodziców?"
      Bo Ahsoka jest cienka. Pod tym względem w ogóle nie jest odważna i zdecydowana. No błagam! Ma pewne nawet ustępstwa. Jedi z własnej woli nie chcą przywiązania, ale w ciągu dziesięciu lat już takie silne więzi się naradzały pomiędzy niektórymi Jedi, że po testach sprawdzających ich harmonie, zachowanie zdrowego rozsądku i ocenienie prawdziwego uczucia, pozwalano brać ślub. Kiedyś o tym opowiem, bo naprawdę Rada Jedi podołała wyzwaniu, który zgotował im Wybraniec. Wracając, Lux Bonteri to zdecydowanie odzwierciedlenie mojej mamy. Tylko że jej katorga trwała dwa lata. Jego - od siedemnastu. Na jego miejscu bym ją już odstawiła, ale z drugiej strony - nie dzielą się tym, co jest między nimi. Nie narzekają, może ten układ im się podoba... albo że są, kiedy Ahsoce się tak podoba?
      To dziwne.
      - Togrutanka i troje ludzi? - zdziwił się.
      - I dwa droidy: protokolarny i astromechaniczny* - dodał Luke.
      - Po co wam takie droidy? Chyba dla twojego własnego hobby, dzieciaku - stwierdził Solo.
      Luke się zjeżył. Czyjaś arogancja nie działała na niego dobrze. Zwłaszcza, gdy ktoś kwestionował jego umiejętności bez kompletnej wiedzy na ich temat.
     - To raczej nasza sprawa - stwierdził uprzejmie Obi-Wan siadając na przeciwko rozmówcy. Obok wcisnął się Luke, ja na samym końcu. Obok mnie stała Ahsoka znakomicie odgrywająca swoją rolę. Oby ten obraz mnie czegoś nauczył.
     Wookiee zawył cicho i... spokojnie? Dobra, jedną z rzeczy, których można nauczyć się podczas treningu Jedi, to inny język, nie było ograniczeń - można było się ich nauczyć ile się chciało. Wszystko się przyda do misji. Ciekawostka: żaden z tych,  który wybrałam, nie był językiem wookieech
      - W czym mogę pomóc? - zaoferował się przemytnik.
     - Chcieliśmy się tu przeprowadzić, dosłownie przed chwilą przylecieliśmy. Barman nam tego odradza i powiedział, abyśmy się poradzili ciebie, gdzie mamy się przeprowadzić. Najlepiej tam, gdzie niewolnictwo jest dozwolone.
     - Jeżeli szukacie bezpiecznego miejsca, gdzie możecie mieć tę niewolnicę, to jedynie farmy wilgoci tutaj - stwierdził.
      - Och, zdecydujcie się - mruknęłam przewracając oczami.
      - O ile panience będzie chciało się pracować - stwierdził ze śmiechem.
      Zmierzyłam go wzrokiem.
      - Jak na parę sekund znajomości, to szybko oceniasz - odparowałam.
    - Dziewczyno, masz ubrania z tkanin wartych kupę kredytek. Kim wy jesteście? - zapytał podejrzliwie. - Wywiad? - Han zaczął się wiercić niepewnie. Biła od niego czujność, która pozwalała mu, w razie czego, na strzelenie jako pierwszy.
      - Nie przybyliśmy tu karać przemytników, to nie nasza misja, ale za szmuglowanie przyprawy należy się kara. Mogę przymknąć oko jeśli udzielisz pewnych informacji. Co ty na to? - zaproponował Obi-Wan.
      Han Solo przez chwilę lustrował nas wzrokiem.
      - Jesteście Jedi - podsumował.
      - Brawo, panie bystry - skomentowałam.
      - Zachowuj się - skarciła mnie cicho Ahsoka.
      - Czego chcecie? - zapytał znudzony szmugler.
      - Informacji o działaniach Zygerrii na tej planecie - odpowiedział Kenobi.
      - To nie tanie informacje. - Wookiee zawtórował mu jękiem.
      - Żartujesz sobie? Oferujemy ci praktycznie ułaskawienie - wtrącił Luke.
      - Obojętność, a po waszej obojętności nie czeka mnie żadne bezpieczeństwo. Płacicie i macie.
      - Żartujesz sobie? - zakpił mój brat.
     - To wy macie stroje warte pięć tysięcy kredytów każdy, bo są robione dla senatorów. Nie wiem, jakimi Jedi dokładnie jesteście, ale skoro was stać na takie uniformy, to dziesięć tysięcy nie będzie stanowić problemu - zawyrokował Han.
      - Ty... - zaczęłam.
    - A mi się wydaje, że po możecie trochę zrzucić sceny po znajomości. Co, Chewbacca? - zaproponowała Ahsoka
_____________________________________
*Znaczy, ja wiem, że nigdzie nie było napisane, że oni są, ale dopiero teraz się zorientowałam, że są potrzebni, więc jedynie udało mi się to zmienić w poprzednim rozdziale, bo wszystko miałam tak dobrze sklejone, że nie dałam rady gdzie ich wpakować. Oni zawsze są, więc no... to oczywiste, że polecieli. Nawet jak ma ich nie być, to zawsze się znajdą. Nie oszukujmy się.

Tak, wiem, miało być w niedziele, ale coś mi ta niedziela, nie pasuje ostatnio :/
Ale z weną coraz lepiej! Tylko chęci brak.

NMBZW!

niedziela, 22 marca 2020

Rozdział 19

      Ugh, nie wiem czy nawet na Coruscant w barach jest tak tłoczno i głośno. Przytkało mi bębenki w uszach. Ślepia klientów tej kantyny były obrzydliwie i skierowane na nas. Pewnie reagują tak na każdego nowego przybysza. W sumie, czemu ja się dziwie? Kto normalny i ostrożny wchodzi do obskurnych miejsc z dwoma nastolatkami i togrutanką, która w ogóle nie przypomina siebie - zagubiona, cicha, skulona. Ahsoko, gdzie twój upór, zdecydowanie i dojrzałość? Wątpię, że będąc w moim wieku wykazywała taką skruchę, kiedy jej mentor ją skarcił. To niepodobne do niej ani teraz, ani z dawnych lat. Była zbyt pyskata.
      - Jak chcesz znaleźć tu jakiekolwiek informacje? - zapytałam szeptem Obi-Wana.
      - Niewinnością - odparł, jak gdyby nigdy nic.
    Powiedział człowiek, który był winny wyniszczenia znacznej części armii Konfederacji Niezależnych Systemów. Nienawidziła go każda separatystyczna planeta w tamtych czasach. Ty mówisz o niewinności?! Gorzej ci?
      Kenobi zamówił drinka.
    No to się popisałeś, "tatusiu". To, że w połowie galaktyki, a zwłaszcza na tej planecie, nie przestrzega się czegoś takiego jak odpowiedzialność rodzicielska, z której wynika, że opiekując się nieletnimi nie można pić, to nie znaczy, że możesz to robić! To, że jesteśmy Jedi nic nie znaczy. A jeżeli twierdzisz, że w tym czasie Ahsoka się nami zajmie, to przypominam ci, że to właśnie ty skazałeś ją na rolę niewolnika, któremu nie przysługują żadne pra... po co ja się produkuję? Nawet nie słyszysz moich myśli, a mój wybuch potraktowałbyś jako geny i w ogóle byś się nimi nie przejął.
      "Bo Anakin też taki był".
      - Pierwszy raz cię tu widzę - stwierdził barman.
      Może to nie kretyński pomysł.
      Nie chwal dnia...
     Nadal udawałam głupią i zagubioną, więc lustrowałam otoczenie. Luke również, tylko bardziej pewnie - jak na mężczyznę przystało. Właśnie w takich chwilach zaczynam wątpić w równouprawnienie. Nawet jeśli u Jedi jest ono naprawdę wysoko na listach priorytetów.
      - Przeprowadziliśmy się tu. Chcemy rozpocząć nowe życie. Moja żona niedawno umarła, żyliśmy na świecie, gdzie coraz bardziej tępi się niewolnictwo. Chcemy spokojnego życia, na dawnej planecie. Z dala od tej wojny - odparł Obi-Wan głosem zmęczonej głowy rodziny.   
      - Tutaj daleko od tej wojny nie będziecie - zapewnił barman.
      - Ale dalej niż na innych planetach. I zapomniani - kontynuował Kenobi.
     - Wątpię. Zygerria tu też ukradkiem poluje. Słyszałem od łowców nagród. Wszędzie się od nich roi, nawet tutaj zawędrowali. Wszystkie konkurencyjne planety... jak tylko złapią kogoś choćby z głupią przyprawą to potrafią cały konwój rozwalić i wynajętego przemytnika zniewolić. To popaprańcy. Niewielu udaje się zbiec czy zachować konwój w całości - powiedział barman.
      - Ale mówisz o tym, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej, danych planetach, nie tu... - podsumował mój nowy tata.
      - Uwierz, lepiej sprzedaj tę niewolnicę, znajdź inne miejsce, zatrudnij służącą. To nie planeta dla rodziny. Nieważne jakie tragedie cię spotkały. Nikt dobrowolnie, o zdrowych zmysłach - Właśnie, o zdrowych zmysłach. Słuszną uwaga, proszę pana. - nie wybiera mieszkania tu. Trzeba albo zostać wygnanym, albo się tu urodzić i gnić do końca życia. Jeżeli chcesz, w boksie numer pięć siedzi przemytnik Han Solo, jest dobrze obeznany. Powinien wam wyjawić parę szczegółów dotyczących różnych bezpieczniejszych planet.
      Odeszliśmy od baru.
      Dyskretnie chwyciłam Ahsokę za dłoń. Cały czas czułam jej obecność, ale chciałam się upewnić, że naprawdę tu jest. Z nią byłam pewniejsz, w końcu to moja mistrzyni, ale również z troski - przebrana za niewolnicę stała się łatwym łupem, a wtedy musiałaby się zdradzić. A jeśli dla dobra misji nie zrobiłaby tego, to wolę nie wyobrażać sobie, jakie okrucieństwa by przeżyła. Powtórzyłaby los Aayli Secury?
      Złapałam ją za dłoń, bo w takich momentach przestawała się liczyć jej ranga czy to, co łączyło ją z moim tatą. W takich momentach nie traktowałam ją jak kogoś, kto był siostrą dla mojego ojca, ale jak swoją własną, starszą siostrę. Nie potrafiłabym bez niej żyć.
      - Jesteś pewny, że odgrywając rolę ojca, sensowne jest gadanie z przemytnikiem? - spytał cicho Luke. - Jeżeli się zapędzisz, ujawnisz swój tytuł negocjatora.
      - Więc trzymaj kciuki by to się nie stało - odpowiedział Obi-Wan.
      Nie żeby coś, ale ten człowiek ma pięćdziesiąt trzy lata, a zachowuję swoje pozytywne myślenie z wojen klonów. Z wyglądu też się za bardzo nie zmienił, ale to mnie akurat nie dziwi. Ogółem Jedi dość długo żyją i jak na trzy lata wojny oraz dziesięć lat odwetu zygerriańskiego, w którym nie brał tak czynnie udziału, to naprawdę świetnie się trzymał. Ale to też zależy od stylu życia, pewnie gdyby nie był rycerzem Jedi, a jakimś pustelnikiem, to prędko by wyłysiał, miałby pomarszczoną twarz. A tak to jeszcze nadaje się na rolę ojca piętnastoletnich bliźniąt.
      - To chyba on - stwierdził niepewnie mój brat.
      - Masz na myśli wookieego czy tego chłystka? - zagadnęłam krzywiąc się.
      Mam jakieś złe przeczucia.
__________________________________
Tak, tak. Nawiązanie do Nowej Nadziei, juhu.
Mam dość, nie mam w ogóle weny. Czytam książki... kiepskie. Opis się mija z treścią, nah. No i kończę nudne seriale. Ale tak musi być najwidoczniej.

NMBZW!

niedziela, 15 marca 2020

Rozdział 18

      Kula piachu, jeżeli mam być szczera. Kiedy wielokrotnie czytałam czy słuchałam o tej planecie, to z jednej strony czułam obrzydzenie, ale też pewne dreszcze. Standardy życia... czy egzystencję na tym świecie można nim nazwać? Pewnie gdyby ktoś posłuchał o moim, jako Jedi, chwyciłby się za głowę i dziwił. Ale tak już jest, bo Moc tak chciała.
      Czy tam los - jak kto woli.
     O Tatooine nie wiem jakoś za wiele. Ma dwa słońca - ponoć ich zachód wygląda pięknie - trzy księżyce, siedem miast i farmy wilgoci. Statystyka pod względem ras się zmienia, przybywają tam różne kreatury, zbiry, łowcy nagród. Najwięcej jest tam ludzi, którzy przeważnie są niewolnikami, jak mój ojciec kiedyś. Planetą nieformalnie rządzą Huttowie. To tyle jeśli chodzi o fakty przekazane przez mamę, Ahsokę i Obi-Wana.
     O życiu mego ojca na tej planecie wiem niewiele. Mając jedenaście lat dorwałam gdzieś pamiętnik mamy z tamtego okresu*, coś opowiedział nam Kenobi, ale wielką skarbnicą wiedzy był mój ojciec, ale wspomnienia umarły wraz z nim. Tak samo jak opowieści o mojej babci. Też znałam same suche informacje, które raczył nam przekazać mentor brata.
      Czasem się zastanawiam nad więzią łączącą Ahsokę ze swoim dawnym mistrzem. Może nie była tak silna jak jego i Obi-Wana, ale równie mocna. Mimo to nie znała przeszłości mojego ojca. Zapytana czemu, odparła, że sam niewiele chciał mówić, a wszystko to, co wiedział Kenobi, niespełna dziesięcioletni Anakin wypowiedział pod wpływem emocji, próby zaufania obcemu człowiekowi, który miał sprawować nad nim piecze. Ahsoka sama nie naciskała. Stwierdziła, że nigdy też nie było jej to potrzebne.
      Choć wiedziałam, że przy mentorach jestem bezpieczna, przygotowałam się na próby zniewolenia ze strony osób puszących się. Na pewno byłabym niezłą zdobyczą do usidlenia w piaskowych domach i pracowania na koszt pana. Niestety, moje umiejętności, przygotowanie, zamiłowanie do życia na wolności oraz schowany miecz świetlny nigdy na to nie pozwolą. Cóż za strata!
      Uśmiechnęłam się do mojej ironii.
      - Otrzymaliśmy pozwolenie - poinformowała Ahsoka.
    Huttowie w obawie przed Zygerrią zachowali wszelkie metody ostrożności. Niegdyś na Tatooine nie potrzebowano zgody na lądowanie, przybywał tam każdy, kto chciał, bez ceregieli. A teraz Jabba nie mógł sobie pozwolić na zagrożenie ze strony Zygerrian. Imperium Huttów nadal działało, ale nie z taką siłą, jak niegdyś. Nie wiem czy w ogóle nadal można było to nazwać imperium. Chyba utrzymuje się tylko jako nazwa.
      - Od czego trzeba zacząć. Nie pójdziemy na pustynię od razu, bo nas zgarną jako szpiegów - stwierdził Luke.
      - Trzeba pobuszować po Mos Eisley, tam można się wielu rzeczy dowiedzieć - powiedział Obi-Wan.
      - Ponoć na rzecz tego miasta, Anchorhead i Bestine podupadło - zagadnął mój brat takim tonem, jakby cytował źródła.
      - Nie jestem w stanie ci tego potwierdzić. Nigdy się tą planetą nie interesowałem. Wasz ojciec nie chciał o niej mówić. Wiem suche fakty, które niegdyś wyczytałem, nie aktualizowałem ich. Nie potrafię. Samo przebywanie tu, jest dla mnie ciężkie - przyznał Obi-Wan.
      - Ach, przypomniał mi się Rotta i moja druga misja z Anakinem. Nienawidził tej planety, jak mało co - wtrąciła Ahsoka.
       - Aż tak źle? - zdziwiłam się.
      - Trochę minęło zanim się dowiedziałam większości szczegółów. Nie dziwie się, na początku byłam zbyt wścibską czternastolatką; pełną optymizmu, który zakrzywiał mi realia. Anakin i wojna szybko to zmienili -odparła.
      - Wyląduj tam. - Obi-Wan wskazał lądowisko na iluminatorze.

      Oczywiście, wszystko płatne i jak zwykle, nie przyjmowano waluty Republiki. Wszystko ma swoje zasady - szkoda, że niektóre z nich utrudniały wykonanie misji. Czemu nikt nie pomyślał by Jabba zniósł na chwile nietolerancję. Niby mieli otworzyć tylko szlaki nadprzestrzenne i pakty dotyczące współpracy, lecz nie wszystko się da. Między innymi przyjęcie kredytów. O zniesieniu niewolnictwa nawet nie wspominam, zwłaszcza w tych czasach. Nawet ironią zrobiłabym z siebie wariatkę.
      Geny polityka, gdzie się podziewacie?
      - Teraz do jakiegoś obskurnego baru, co? - domyśliłam się.
      - Ahsoka, trzymaj się z tyłu, ale blisko. Wy - zwrócił się do mnie i do mojego brata Obi-Wan. - ograniczcie się do wydawania jej poleceń.
      - Prosisz mnie bym pomiatała własną mistrzynią - zauważyłam.
      - Rodziną - doprecyzował Luke.
      - Mistrzyni każe ci wykonywać polecenia Obi-Wana i obiecuje brak konsekwencji - skarciła mnie Ahsoka. - Idziemy.
      Nie podobał jej się ten plan ani teraz, ani przedtem i pewnie potem, lecz to misja, więc muszę dobrze się spisać, nienagannie. Pierwsze co zrobiłam, to przybrałam minę zniesmaczenia, zagubienia, a moje oczy wydawały się szukać rozumu. Nadal nie miałam pojęcia czy będę grać głupią, rozpuszczoną dziewczynkę, czy obytą i dorastającą nastolatkę. Zimny cylinder miecza świetlnego, schowany pod szatą, ocierający się o skórę mego brzucha nie ułatwiał sprawy. Z trudem przyjdzie mi powstrzymywanie się od bystrości Jedi czy użycia forteli politycznych, które mam we krwi.
    - Wejdźmy do tego baru - polecił Obi-Wan.
______________________________________________
*Zdziwcie się albo nie, ale jest seria 6 pamiętników - trzy z Nowej Nadziei: Lei, Luke'a i Hana oraz trzy z Mrocznego Widma: Maula, Anakina i Padme. Ja jestem w posiadaniu pamiętnika Padme i próbuję upolować Anakina, bo tylko te dwa są wydane w Polsce. Zapytacie, czemu nie ma pamiętnika Anakina, czemu Leia nie znalazła - Jedi nie mogę posiadać i zostańmy przy tej wersji.

Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo jest kwarantanna, ja nigdzie nie wychodzę, grzeję ławę, czytam książki i wena była dzisiaj jako tako. Ja byłam nastawiona na praktyki, chciałam pisać, ale to co się dzieje i na jaką skalę sprawia, że pokrzyżowano mi plany. Jestem zagubiona, czuję się uwięziona i nie wiem ile to potrwa. Będę się starać podnosić tyłek i pisać.

NMBZW!